środa, 17 sierpnia 2016

#1

10 czerwiec 2000r
   Powoli podniosłam powieki, czując się całkowicie wypczeta. W dobrze znanym sobie rytmie przekrecilam się na swój drugi bok i otworzyłam szerzej oczy, dostrzegając promienie słoneczne które próbowały przedostać się przez rolety. Nie czekałam ani chwili,  dzisiaj miał być dzień w którym razem z Justinem i Pattie mieliśmy jechać do ogromnego centrum handlowego po nowe rośliny do ich ogrodu. Byłam strasznie podekscytowana bo bardzo rzadko wyjezdzalismy poza Stanford. Zrzuciłam z siebie kołdrę natychmiastowo czując zimne powietrze, które nie docierało do mojego ciała gdy leżałam na łóżku.  Bez chwili zastanowienia skierowałam się do łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności i dodatkowo uczesalam włosy w końskiego kucyka, w którym czułam się najlepiej. Później jak najszybciej poszłam do pokoju ubrać się. Gdy byłam gotowa jedyne co mi pozostało to odsunięcie rolety i wpuszczenie światła. Pogoda za oknem była wyjątkowo brzydka, deszcz lał się strumieniami a ja coraz bardziej nie mogłam doczekać się wycieczki. Spojrzałam na okno które znajdowało się idealnie na przeciwko mojego i zobaczyłam w nim usmiechajacego się do mnie Justina. Sekundę później na mojej twarzy również widniał szeroki uśmiech a moje ręka z zapałem do niego machala. Po chwili podniósł swoją,  pokazał dziesięć palców,  co miało znaczyć dziesięć minut a potem wziął palec w dół,  czyli mieliśmy się spotkać na dole. Pokiwałam jedynie głową, złapałam swój mały plecak i zbiegłam na dol do kuchni w której siedział tata i czytał gazetę. 
- Przygotowałem Ci kanapki,  jabłko i picie na drogę skarbie - powiedział spoglądając na mnie. Mogłam się spodziewać ze juz od kilku godzin nie śpi,  zawsze był rannym ptaszkiem w porównaniu do mnie.
- Dziękuje tato - odparłam dając mu calusa w policzek. Zebrałam rzeczy ze stołu i wpakowalam je do plecaka, upewniajac się,  że woda jest dobrze zakręcona.
- Pilnuj Justina, Pattie może będzie miała możliwość namysłu - śmiejąc się stwierdził i puscil mi oczko. Tak ja byłam tą grzeczna i opanowana a Justin tym rozrabiaka, dopelnialismy się jak woda i ogień. Nie dało się tego nie zauważyć.
- Jasne tato - odparłam potulnie a następnie poszłam do przedpokoju założyć na siebie kurtkę przeciwdeszczowa i gdy byłam gotowa założyłam plecak, pożegnałam się z tata i wybiegłam na dwór prosto do domu Justina, który już razem z Pattie czekał na mnie w samochodzie. Wymieniliśmy się szczerymi uśmiechami wiedząc że to będzie super dzień, w końcu mieliśmy spędzić go razem.

4 czerwca 2000r
- Justin wstawaj - powiedziałam, siedząc na rogu jego łóżka. Było już po dziewiątej a my mieliśmy jedynie 10 minut, żeby wyjść i zdążyć do  kościoła.
- Daj mi jeszcze 5 minut - brzdąknął tylko, nawet nie otwierając oczu. Założyłam ręce na ramiona, zaczynał mnie już denerwować.
- Pattie próbuje obudzić cię od prawie godziny - wyjaśniłam mu, ale miałam wrażenie, że nawet mnie nie słucha. Szybko wstałam i jednym szarpnięciem odsłoniłam rolety, przez które wpadło trochę światła. Spojrzałam na Justina, ale on wciąż spał. Tego było za wiele. Czemu w każdą niedziele, musiało być tak samo. Wiem, że nienawidził wstawać rano ale przecież nie jest już wcale tak rano! Poszłam do łazienki, nalałam wody w kubeczek do płukania zębów i nie zastanawiając się, wylałam zimną wodę prosto na jego twarz.
- Alice! - krzyknął szybko się podnosząc i wycierając twarz. Dobrze, że to była zimna woda i go trochę schłodziła bo inaczej kipiał  by ze złości.
- Masz 5 minut - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam z pokoju. Na twarzy miałam ogromny uśmiech, teraz już będzie pamiętał, żeby ze mną nie zadzierać. Miałam przeczucie, że już zawsze będzie grzecznie wstawał, gdy go o to poproszę i ta wizja podobała mi się w tym wszystkim najbardziej.

3 wrzesień 2000r
- On nas zostawił,  rozstali się rozumiesz? - powiedział Justin, gdy w końcu udało mu się złapać oddech. Siedzieliśmy na naszym drzewie, od 15 minut siedząc w ciszy a jedyne co było słychać to jego płacz. Moje serce tez się właśnie łamało, przez to co przed chwilą usłyszałam, chociaż nie mogłam w to uwierzyć. To nie mogło się dziać na prawdę,  pan Jeremy nie mógł im tego zrobić. Owczem nigdy nie był z nimi blisko, często się z Pattie kłócili ale jak mógł ich zostawić. Pierwszy raz w życiu widzę jak Justin płacze z rozpaczy. Dopiero teraz rozumiem jak wiele będzie spoczywać na jego barkach. Chociaż może jego dziadkowie trochę odetchną, bo zawsze uważali, że Jeremy nie jest dobry dla Pattie. Objęłam Justina a on wtulił się w moją pierś. Czułam jak jego łzy kapaly mi na bluzkę. Gladzilam jego włosy nie wiedząc co zrobić czy powiedzieć, czułam, że nic nie pomoże. Strasznie bałam się,  że wszystko się teraz zmieni. Wiedziałam, że teraz będzie potrzebował mnie jeszcze bardziej a ja miałam zamiar wspierać go aż do końca.

1 wrzesień 2001r.
Stałam przed domem Justina już od 10 minut, chyba trochę za wcześnie wyszłam na autobus. Dzisiaj był nasz pierwszy dzień szkoły i chyba za bardzo się bałam, że nie zdążę. W ogóle jeszcze nigdy się tak nie stresowałam. Nie miałam pojęcia, jak uda mi się tam odnaleźć. To było coś zupełnie nowego. Po chwili zobaczyłam Justina wychodzącego z domu. Zmarszczyłam brwi widząc jego czerwone i lekko podpuchnięte oczy.
- Płakałeś? - zapytałam cicho jakbym się bała, że znów wybuchnie płaczem, a ja nigdy nie wiedziałam co mam wtedy robić.
- Nie - odpowiedział szybko, wciąż nie podnosząc wzroku.
- Przecież widzę - stwierdziłam. W końcu spojrzał na mnie a ja zobaczyłam jego bladą i smutną twarz. Myślałam, że to ja panikuję ale widząc jego stwierdziłam, że chyba nie jest tak źle.
- Nie chciałem zostawić mamy samej - wyjaśnił a ja wszystko zrozumiałam. Czasem zapominałam jak bardzo był wrażliwy i związany z Pattie. Wiele razy zazdrościłam mu tej więzi. Nie było na świecie osoby, którą kochałby bardziej niż swoją mamę.
- Niedługo do niej wrócisz okej? - zapytałam. Mimo, że byliśmy w tym samym wieku często miałam wrażenie, jakbym była starsza. Może to dlatego, że szybciej musiałam od niego dorosnąć, przez to co się stało w moim życiu.
- Dzięki - powiedział siorbiąc nosem. Wyciągnęłam chusteczkę i mu podałam. Tego dnia obiecałam sobie, że nigdy nie zostawię go samego.

10 wrzesień 2001r.
- Alice to jest Ryan - powiedział Justin, gdy podszedł do mnie z jakimś chłopakiem, którego wcześniej widziałam z widzenia. Miał dłuższe blond włosy, niebieskie oczy i aparat na zębach.
- Cześć - odparłam, lekko się uśmiechając. W porównaniu do niego byłam nieśmiałą osobą i ciężko było mi nawiązywać nowe kontakty.
- Chodzę z nim na przyrodę - pierwszy raz odezwał się Ryan. Miał przyjemny w brzmieniu głos.
- Mieszkam obok niego - powiedziałam a oni wy buchnęli śmiechem, po chwili do nich dołączyłam.
- Chodźmy coś zjeść - stwierdził Justin, gdy w końcu udało nam się uspokoić. Od tamtego momentu z naszej szkolnej dwójki, zrobiła się nas trójka.

12 październik 2001r
- Pobawmy się w chowanego! - krzyknął Ryan, gdy od 30 minut siedzieliśmy w parku i myśleliśmy co można ciekawego robić. Zaczynało się robić już chłodno, dlatego chcieliśmy spędzać jak najwięcej czasu na dworze.
- Ja chyba idę do domu, trochę mi zimno - powiedział szybko Justin, wstając i idąc w stronę domu. Ryan patrzył na mnie zdezorientowany, nie rozumiejąc co się właśnie stało.
- Ma klaustrofobię - wyjaśniłam mu a on szybko pokiwał głową.
- Nie wiedziałem, sorki - odparł a ja się uśmiechnęłam. Lubiłam wiedzieć rzeczy, których nikt nie wiedział, a że było ich nie wiele to korzystałam chociażby z tego, że ludzie nie znają Justina tak dobrze jak ja i wiedziałam coś więcej niż oni. Nie wiem do końca, dlaczego ale lubiłam to uczucie.
- Utknął kiedyś w windzie - wyjaśniłam mu po krótce, przypominając sobie tamten dzień, który zdecydowanie nie należał do moich ulubionych. - Ja też już pójdę - powiedziałam, zanim zdążył to skomentować. Pomachałam mu tylko i ruszyłam za Justinem, mając nadzieję, że jeszcze go dogonię. Jedyną osobą z którą chciałam spędzić resztę tego popołudnia był właśnie on.



5 grudzień 2002r
To był jeden z najgorszych dni w tym roku. Pogoda była straszna, od rana śnieg nie przestawał padać nawet na minutę. Było jakieś -15 stopni i gdy nawet chciałam iść tylko do Justina, musiałam się ubierać w dziesięć swetrów, kurtkę i kozaki. Lubiłam zimę, ale dzisiaj to zdecydowanie nie był mój dzień. Całe popołudnie przesiedzieliśmy więc u Justina w pokoju grając w gry planszowe, gdy w porze kolacji Pattie zawołała nas, że w telewizji leci "Toy Story". To była najlepsza rzecz, jaką mogli zrobić w taki pochmurny dzień. Usiedliśmy więc wygodnie na kanapie i zaczęliśmy oglądać. W trakcie połowy, musiałam się bardzo pilnować żeby nie usnąć na siedząco. Spojrzałam na kolana Justina a potem na niego i nie pytając o pozwolenie położyłam na nich głowę a nogi na kanapie. Było mi tak dobrze, że nawet nie wiem, kiedy usnęłam. Obudził mnie zapach pizzy, powoli więc otworzyłam oczu czując jak burczy mi w brzuchu.
- Lubię jak leżysz mi na kolanach - powiedział szczerze a ja się uśmiechnęłam, jednocześnie się przeciągając.
- Długo spałam? - zapytałam ziewając.
- Jakąś godzinę, nogi zdążyły mi już zdrętwieć ze dwa razy - poskarżył się a ja wykręciłam oczami. Chciałam już coś powiedzieć, gdy Pattie zawołała nas na pizzę. Złapaliśmy po kawałku, usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam akurat Justina, który wącha swój kawałek.
- Co Ty robisz? - zapytałam marszcząc brwi i powstrzymując śmiech.
- Lubię zapach pizzy - wytłumaczył, wzruszył ramionami i zaczął jeść.
- Jesteś dziwny - skomentowałam po czym obydwoje wy buchnęliśmy śmiechem, jakbym powiedziała najzabawniejszą rzecz na świecie, ale tylko my mogliśmy zrozumieć komizm tej sytuacji.

6 lipiec 2003r
Siedzieliśmy tak od kilku godzin, tyłek bolał mnie niemiłosiernie a cisza zaczynała mnie denerwować. Byliśmy na rybach, ja, Justin i tata. Oni wydawali się być zachwyceni. Ja byłam zanim dowiedziałam się, jakie to jest nudne. Cieszyłam się, że będzie wycieczka, cały dzień na świeżym powietrzu przy rzece ale jakoś inaczej sobie to wyobrażałam. Siedziałam za nimi i patrzyłam jak trzymając wędki. Mi udało się złapać przez ten czas jedną rybę i szczerze byłam z siebie dumna, ale tyle mi wystarczyło. Po cichu wstałam i zaczęłam podchodzić w stronę Justina, który skupiony stał i robił coś z wędką. Tata poszedł na stronę a ja zaczynałam wariować z nudy. Miałam ochotę zachichotać, nie mogąc uwierzyć, że mnie nie widzi. Gdy w końcu byłam przy nim i nawet wstrzymałam oddech, bojąc się, że mnie usłyszy, z całej siły pchnęłam go do wody po sekundzie słysząc głośny plusk wody. Ryknęłam takim śmiechem, że wiedziałam, że nie dość, że wszystkie ryby zostały spłoszone, to całe ptactwo i zwierzyna również.
- Alice!!! - usłyszałam krzyk taty, ale gdy na niego spojrzałam widziałam w jego oczach rozbawienie. Nigdy nie potrafił się na mnie gniewać dłużej niż przez sekundę. Ciągle się śmiejąc patrzyłam jak na jego twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech. Nagle poczułam mokre ręce wokół swojej tali, przekładające mnie przez ramie.
- Justin, proszę, nie! - zaczęłam krzyczeć, gdy zaczął iść w stronę rzeki. Już nienawidziłam samej siebie za taki głupi pomysł. Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, gdy cała zanurzyłam się pod wodę, po chwili wypływając na powierzchnię.
- Wyglądasz super - powiedział i puścił do mnie oczko, wybuchając potem śmiechem. Czułam na sobie wzrok taty, żałowałam, że nie mogę jego też tutaj wrzucić, ale wolałam już nie próbować. Skoczyłam na Justina i zaczęłam go podtapiać, na co on się przekręcił i ja znów wylądowałam pod wodą.
- Nienawidzę cię - wytchnęłam mu, gdy się wynurzyłam.
- Powiedz, że kłamiesz! - krzyknął i zaczął mnie gonić a ja z piskiem zaczęłam uciekać, bojąc się, że jak mnie złapie to już nie wypuści.

30 kwiecień 2004r
Stanęłam w oknie i pomachałam do Justina, który siedział przy biurku. Od razu podszedł i je uchylił, a ja zrobiłam to samo.
- Idę do sklepu, chcesz coś? - zapytałam, owijając ramiona wokół tali, gdyż wiatr wiał tak, że po sekundzie było mi zimno.
- Kupisz mi płatki? - odpowiedział a ja wykręciłam oczami. Poza tym nie spodziewałam się, że tak szybko przyjedzie mu coś do głowy. Czasem potrafił się ze mną droczyć co kończyło się tym, że byłam zła i nie brałam mu nic.
- Captain Crunch? - dopytałam się.
- Tak - potwierdził a ja udałam, że się zastanawiam.
- Co będę z tego miała? - zapytałam pokazując mu język.
- Zaproszę cię jutro na śniadanie - odpowiedział a ja się uśmiechnęłam.
- To jesteśmy umówieni - odparłam i zamknęłam okno, przygotowując się do wyjścia. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest jeszcze coś czego o sobie nie wiemy. Jedyne czego jestem pewna, że nigdy nie uda mi się znaleźć jeszcze jednego takiego przyjaciela, dlatego, nie mogłam go stracić.

15 wrzesień 2004r.
- Spokojnie, dostaniesz się - powiedziałam, gdy siedzieliśmy we trójkę na trybunach i patrzyliśmy na trening drużyny hokejowej Arlanta Knights. Mimo, że się nie dotykaliśmy, czułam jak się trzęsie. Wiedziałam jakie to dla niego ważne i jak bardzo mu zależy.
- No to zaczynamy! - usłyszeliśmy głos trenera, który zawołał wszystkich kandydatów. Byli w wieku od 8 do 12 lat, niektórzy wyżsi, inni grubsi. Trzymałam kciuki tak, że moje krótkie paznokcie wbijały się w moje dłonie. Mężczyzna rozpoczął krótką rozgrzewkę, przechodząc potem do strzałów na bramkę kończąc krótkim meczem. Po godzinie obserwowania ich mogłam stwierdzić, że Justin był zdecydowanie najlepszy. Widać, że miał w sobie to coś, czego nie da się opisać. Czuło, się jakby w ogóle nie schodził z boiska, jakby urodził się hokeistą. Nie wiem jak to możliwe, ale tak samo było gdy grał w kosza. Gdy dwa dni wcześniej odbywała się rekrutacja do drużyny koszykarskiej, myślałam dokładnie to samo. Byłyśmy wtedy razem z Pattie a ja widziałam w jej oczach dumę, która dosłownie ją rozpierała. Zazdrościłam mu tego, że tak wiele rzeczy przychodzi mu tak łatwo, ja zawsze musiałam na wszystko ciężko pracować. Nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo musieliśmy się od siebie różnić i chociaż w tej kwestii nie mogliśmy pozostać tacy sami. Tak bardzo się zamyśliłam, że dopiero w ostatnich chwili zobaczyłam biegnącego w moją stronę Justina.
- Dostałem się i będę miał koszulkę z numerem 18! - krzyczał i uśmiechał się tak, że miałam nadzieję, że nigdy nie przestanie.

22 listopad 2004r
- Bieber, pożyczyć Ci szczudła - krzyknął Zack, jeden z uczniów naszej klasy. Siedzieliśmy w bibliotece zbierając materiały na projekt. Poprosiłam Justina, żeby znalazł książkę o początku świata. Gdy w końcu udało mu się ją znaleźć, stała na czwartej półce i nie mógł jej sięgnąć, co nie uszło uwadze chłopakom.
- Wiesz, że fakt, że siedzisz w bibliotece nie sprawi, że dostaniesz dobrą ocenę, prawda? - zapytałam z wyczuwalnym sarkazmem w głosie. Ryan od razu wstał i pomógł Justinowi, był od niego wyższy o prawie 10 centymetrów.
- Nie mówiłem do ciebie Alice - warknął a ja wzruszyłam ramionami.
- Przypadkiem nie ma jutro meczu koszykówki? - zadałam to pytanie ale nie oczekiwałam, żadnej odpowiedzi - Oh tak jest i wydaje mi się, że Justin gra a ty Zack, przyjdziesz popatrzeć czy będziesz udawał, że koszykówka nie jest dla ciebie? - teraz skierowałam to pytanie do Zack'a, który był już cały czerwony. Jeśli myślał, że dopiecze Justinowi to się grubo mylił. Nienawidziłam, kiedy nabijali się z jego wzrostu. Był od nich lepszy pod każdym względem i dobrze o tym wiedzieli.
- Nie trzeba Alice - powiedział Justin, chociaż widziałam jak bardzo mu ulżyło.
- Znalazłeś sobie dziewczynę do obrony Bieber, już sam nie potrafisz nic powiedzieć? - zapytał z wyraźnie wyczuwalną pogardą w jego głosie. Czułam jak przez całe moje ciało przepływa niepochamowana fala złości.
- W porównaniu do ciebie, Justinem się jakieś interesują - sprostowałam przybijając sobie samej piątkę sekundę później robiąc to samo z Ryanem, który był wyraźnie pod wrażeniem. Jeśli Zack myślał, że może nami pomiatać to się mylił. Justin był dla mnie jak brat i będę po jego stronie zawsze, zwłaszcza, że nie miał on żadnej racji. Jedyne co to mnie zdenerwował. Spojrzałam na Justina, który nie spuszczał ze mnie wzroku a na jego twarzy widniał ogromny uśmiech, był ze mnie dumny, czułam to.

21 lutego 2005r
- Masz ten popcorn?! - krzyknęłam, niecierpliwiąc się, że go już tak długo nie ma.
- Idę! - fuknął a ja wykręciłam oczami. Nie musiał aż tak na mnie krzyczeć. Leżałam na naszym ulubionym kocu, na naszym ulubionym miejscu czyli podłodze. Wokół leżało mnóstwo poduszek. Dzisiaj był drugi raz, kiedy mieliśmy jego dom wolny. Pattie pojechała z dziadkami do szpitala na jakieś badania kontrolne i mieli wrócić dopiero jutro. Mimo, że tata siedział jakieś 50 metrów obok, czułam się jak dorosła.
- Zaczyna się! - odkrzyknęłam, kiedy on złapał mnie z biodra, przez co podskoczyłam o mały włos nie wyrzucając mu popcornu z rąk.
- Nie musiałaś tak krzyczeć - podniósł ręce do góry, gdy postawił przede mną pełną miskę. Lekko go szturchnęłam wciąż czując szybkie bicie serca.
- Mogłeś się pospieszyć - wytknęłam mu a on wykręcił oczami. Położył się obok i wepchnął pełną garść popcornu.
- Wiesz, że to mój ulubiony film? - zapytał, gdy spojrzałam w ekran na, którym zobaczyłam pojawiający się napis "Step up".
- Mówiłeś mi to już jakieś 10 razy dzisiaj, 10 wczoraj i milion innych razów - wyjaśniłam mu i teraz to on mnie uderzył.
- Jesteś okropna - sapnął a ja poczochrałam mu włosy. Lubił jak to robiłam z resztą ja też uwielbiałam to robić. Jego to uspakajało a mi po prostu sprawiało przyjemność. Ja nienawidziłam, kiedy dotykał mi włosów bo zawsze zaplątywał w nich swoje grube palce i nie mógł ich potem wyciągnąć, przez to kończyło się wyrywaniem moich włosów. Ja lubiłam, kiedy drapał mnie po plecach. Na początku śmiał się ze mnie, ale teraz to dla niego normalne i nawet nie zwraca na to uwagi gdy to o to proszę.
- Czemu Ryan nie przyszedł? - zapytałam po chwili, gdy na ekranie pojawiły się reklamy.
- Ma jakąś rodzinną imprezę - wyjaśnił a ja pokiwałam głową. Lubiłam gdy spędzaliśmy czas we trójkę ale jednak najlepiej czułam się, gdy byliśmy tylko we dwoje.

30 maj 2005r
- Czy chciałabyś... - usłyszałam jedynie wchodząc do pokoju Justina, który gdy mnie zobaczył szybko usiadł na łóżku udając, że robi coś bardzo intersującego.
- Co to było? - zapytałam podejrzliwie. Widziałam jak przegryza wargę, zdradzając tym samym, że się denerwuje.
- Po prostu siedzę - odpowiedział wzruszając ramionami.
- Co robiłeś przed chwilą? - skonstruowałam pytanie w inny sposób wciąż wyczekując jego odpowiedzi. Widziałam, że był zażenowany, nie rozumiałam jednak do końca, dlaczego.
- Musisz wszystko wiedzieć?!- odparł lekko podniesionym i zdenerwowanym głosem.
- Po prostu powiedz - stwierdziłam, coraz bardziej chcąc wyciągnąć od niego prawdę. Siedzieliśmy tak kilkanaście minut, żadne się nie odzywało. Cierpliwie czekałam ja jego wytłumaczenie, musiałam je znać, z resztą wiedział jaka jestem uparta i, że mu nie odpuszczę.
- Ćwiczyłem zapraszanie dziewczyny na randkę, zadowolona? - powiedział nie patrząc na mnie. Serce zaczęło bić mi szybciej jednocześnie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Jaką dziewczynę? - zapytałam, bo chyba właśnie to mnie teraz najbardziej interesowało.
- Żadną konkretną.. - odparł kolejny raz wzruszając ramionami. Poczułam jak serce natychmiast zwalnia tempo i jak ogarnia mnie smutek. Chyba, przez chwilę liczyłam na to, że to właśnie mnie chciał zaprosić na randkę ale najwyraźniej się myliłam.
- Rozumiem - brzdąknęłam tylko i teraz obydwoje siedzieliśmy w ciszy, która pierwszy raz w życiu stała się dla mnie niekomfortowa. Po kilkunastu minutach, powiedziałam mu, że muszę iść do domu bo o czymś zapomniałam i po prostu wyszłam, po drodze zastanawiając się co wydarzyło się przed chwilą i jak dziwne to było.

31 grudzień 2005r
Byłam już gotowa. Na twarzy miałam lekki makijaż, włosy były lekko pokręcone i miałam na sobie niebieską sukienkę, którą wybierałam razem z Pattie i Diana na babskich zakupach. Mieliśmy iść dzisiaj z Justinem na imprezę sylwestrową organizowaną przy kościele. Przez cały tydzień nie rozmawialiśmy o niczym innym, byliśmy nią super podekscytowani.
- Wyglądasz ślicznie - powiedział tata, gdy zeszłam po schodach do salonu. Okręciłam się wokół własnej osi, prezentując się mu z każdej strony na co zagwizdał a ja zachichotałam. Nim zdążyłam coś powiedzieć usłyszałam dzwonek.
- Cześć - usłyszałam, gdy otworzyłam drzwi widząc w nich Justina z małym bukiecikiem kwiatków, który mi wręczył.
- Dziękuję - szepnęłam zakładając włosy za ucho. Tata szybko wstał i zaczął się szykować, on był dzisiaj naszym szoferem.
- Wyglądasz super - powiedział Justin, gdy tata wyszedł wyprowadzić samochód. Na twarzy od razu pokazał mi się rumieniec. Tak samo jak przed tatą okręciłam się wokół, prezentując się całą.
- Nie wiem, dlaczego jeszcze nigdy ci tego nie powiedziałam, ale masz cudowne oczy - skorzystałam z okazji i wreszcie to z siebie wydusiłam z lekko drżącym głosem. Justin przegryzł wargę na znak, że się denerwuje. Nim zdążyłam się zorientować, podszedł do mnie i mnie przytulił a ja szybko go objęłam. Zapowiadał się cudowny wieczór w najlepszym towarzystwie, które mogłam sobie wymarzyć.

25 marca 2006r
- Czemu jeszcze nie jadłem spaghetti, które ty mi ugotowałaś? - zapytał, gdy zajadaliśmy się spaghetti mojego taty.
- Bo nigdy nie gotowałam - odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami. Tata uwielbiał gotować, więc ja robiłam to bardzo rzadko. Poza tym wydaje mi się, że nie jestem w tym dobra.
- Musisz spróbować - zachęcił mnie a zwęziłam brwi i zaciekawiona spojrzałam na niego.
- Czemu? - odparłam z buzią pełną spaghetti mając nadzieję, że mnie zrozumiał.
- Bo musisz umieć gotować spaghetti - wyjaśnił jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Czemu? - powtórzyłam jeszcze bardziej marszcząc brwi, nie do końca rozumiejąc do czego właściwie on dąży.
- Żebyś mogła mi gotować, jak będziemy dorośli - odpowiedział i nawet na mnie nie spojrzał znad swojej miski pełnej spaghetti, które nota bene po prostu uwielbiał.
- Nie będziesz mógł ugotować sobie sam? - zapytałam, nie rozumiejąc czy to miało być miłe czy robił ze mnie kurę domową.
- Twoje będzie smakowało lepiej - stwierdził, jakby był o tym przekonany na sto procent. Teraz na mojej twarzy pojawił się uśmiech, to było miłe, że myślał o nas w dalszej przyszłości. Jakby to miało znaczyć, że już zawsze będę ja i on.

14 listopad 2006r
- Justin, Alice już się zaczyna! - usłyszeliśmy krzyk Pattie z dołu. Natychmiastowo przerwaliśmy odrabianie lekcji, rzucając ołówki gdzie popadnie i przepychając się zbiegliśmy na dół.
- Leci już? - zapytał, zanim zdążyliśmy usiąść na kanapie.
- Zacznie się za minutę. Nie spodziewałam się, że tak szybko przyjdziecie - wytłumaczyła Pattie a Justin jedynie wzruszył ramionami. Za chwilę miał się zacząć kolejny z odcinków "Przyjaciół". Oglądaliśmy już czwarty sezon i nie przegapiliśmy żadnego odcinka. To był nasz pierwszy serial, który tak nas wciągnął a to wszystko dzięki Pattie. Tak więc w każdy wtorek odrabialiśmy razem lekcje a potem oglądaliśmy "Przyjaciół".  Oglądając go co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem, najczęściej śmiejąc się z Joey'a . Moją ulubioną postacią była Rachel a Justina właśnie Joey, chociaż i tak uwielbialiśmy ich wszystkich. Gdy odcinek się skończył Pattie wygoniła nas na górę, żebyśmy skończyli lekcję.
- Myślisz, że kiedyś też tak będziemy mieć? - zapytał Justin, gdy wchodziliśmy po schodach.
- Co masz na myśli? - zapytałam nie do końca rozumiejąc.
- No, że znajdziemy jeszcze czwórkę przyjaciół, będziemy mieszkać na przeciwko siebie i spędzać ze sobą każdy dzień - wytłumaczył, gdy znaleźliśmy się już w pokoju. Usiadłam na krześle, podkuliłam nogi i zaczęłam sobie to wyobrażać.
- Było by super - skomentowałam a on pokiwał głową.
- Mam nadzieję, że nam się uda - odparł a ja się uśmiechnęłam chcąc dokładnie tego samego.
- Ja też - powiedziałam coraz bardziej wyobrażając sobie jak mogłoby to wyglądać. Wydaje mi się, że to stało się moim marzeniem. Chociaż najbardziej z tego podobała mi się opcja mieszkania w przyszłości drzwi w drzwi z Justinem.

1 stycznia 2007r.
- Nie uwierzysz co się dzisiaj wydarzyło! - krzyczał Justin, biegnąc po schodach do mojego pokoju. Po 5 sekundach zobaczyłam go zadyszanego.
- No mów - powiedziałam szybko podekscytowana. Nie pytając usiadł na łóżku i spojrzał prosto w moje oczy.
- Pattie założyła mi konto na YouTube - wyjaśnił a ja zmarszczyłam brwi, nie wiedząc do końca, dlaczego się tak cieszy.
- To tam dodaje się jakieś filmy? - zapytałam nie za bardzo pamiętając co to jest ten cały YouTube.
- Tak, właśnie tam! Super co nie? - odparł wykręcając wcześniej oczami. Dalej wpatrywałam się w niego, nie za bardzo rozumiejąc jego powodu do radości.
- Gratulacje - powiedziałam, chcąc żeby to brzmiało jak najbardziej radośnie. Nie chciałam mu sprawiać przykrości czy czegoś w tym rodzaju.
- Nie wiesz o co chodzi prawda? - zapytał rozbawiany a ja pokazałam mu język.
- No wybacz, że nie mam średniej 4.0 żeby ogarniać takie rzeczy - brząknęłam robiąc to samo co on przed chwilą, czyli pokazując mu jezyk. Lubiłam go czasem drażnić.
- Udam, że tego nie słyszałem - skomentował - Chodzi o to, że będę mógł udostępniać tam swoje filmy i dzięki temu ktoś z branży muzycznej może mnie zauważyć. Rozumiesz? - podniósł brwi w górę niecierpliwie czekając na moją reakcję.
- To świetnie! - krzyknęłam i rzuciłam się na łóżko, wciskając go w materac. Wybuchnął śmiechem i mocno się do mnie przytulił.
- No wreszcie - odparł a ja lekko go uderzyłam, po chwili wstając. Miałam ogromną nadzieję, że stanie się tak jak mówił. Wszycy bardzo w niego wierzyliśmy.
- Odrobiłeś już matmę? - zapytałam, siadając przy biurku. Mieliśmy tyle pracy domowej, że przed oczami zaczynały pojawiać mi się już cyferki. Na dodatek musiałam poprosić o pomoc dziadka Justina, który kiedyś był nauczycielem matematyki, żeby wytłumaczył mi jedno zadanie.
- Zepsułaś wszystko - westchnął wstając. Nienawidził chodzić do szkoły, ja też nie przepadałam, ale w moim wypadku nauka była jednyną nadzieją na świetlaną przyszłość.
- Poczekaj na mnie, muszę iść do dziadka Bruca! - krzyknęłam za nim, gdy on był już na schodach.

1 marca 2007r
 Siedzieliśmy na naszym drzewie objedzeni po uczy, kończąc chyba dziesiątą dzisiejszego dnia porcję tortu. Przed chwilę wróciliśmy z kina, gdzie byliśmy razem z Pattie, Diana i Ryanem. Bruce powiedział, że nie ma opcji, że da się namówić na oglądanie jakiegoś fantastycznego filmu, ale gdy tylko weszliśmy do domu Justin, zaczął mu opowiadać jak super było i, że powinien żałować. Gdy jedliśmy dziewiątą porcję tortu, siedzieliśmy wtedy w salonie a Bruce grał na pianinie, które stało upchnięte w rogu domu. Uwielbiałam słuchać jak gra, czułam się wtedy jakoś bezpieczniej, błogo. Gdy dołączył do niego Justin, Pattie siedziała z chusteczką w ręku i co jakiś czas słychać było jej smarkanie. Żałowałam, że nie było z nami taty, chciałabym, żeby uczestniczył w tej jednej z magicznych chwil.
- Szkoda, że już prawie koniec dnia - powiedział Justin, gdy skończył jeść tort, wyrywając mnie tym samym z moich zamyśleń.
- Moglibyśmy mieć urodziny na zmianę, jednego dnia ty, drugiego ja - przytaknęłam, nie mogąc się doczekać, swojego wyjątkowego dnia.
- Byłoby super - potwierdził i popił ciasto sokiem pomarańczowym. Dzisiaj był jego dzień co wiązało się z tym, że mógł jeść, pić i robić wszystkie jego ulubione rzeczy.
- Rozmawiałam z Pattie i powiedziała, że możesz do mnie przyjść, to byśmy obejrzeli "Pamiętnik", co ty na to? - zapytałam. Dzisiaj wyjątkowo nie obowiązywała go też, godzina policyjna. Ten dzień nie był wyjątkowy tylko dla niego, dla mnie też był.
- Super! - odparł a ja się uśmiechnęłam - Powiedzieć ci coś? - zapytał po krótkiej chwili.
- Mhmm - wymruczałam połykając prawdopodobnie ostatni kawałek tortu, który swoją drogą był najlepszy na świecie.
- Nie wyobrażam sobie urodzin bez ciebie - oświadczył a ja poczułam ciepło rozpływające się po moim ciele. Nigdy nie wiedziałam, jak on to robi, że potrafi sprawić, że człowiek czuje się tak cholernie dobrze. Czasem był taki kochany i uroczy, że zazdrościłam samej sobie, że mogę się z nim przyjaźnić.
- Co masz dokładniej na myśli? - zapytałam, chcąc wyciągnąć od niego coś więcej.
- Urodziny kojarzą mi się z tym, jak rano wpadacie z mamą do pokoju i na cały głos śpiewacie "sto lat". Nie wyobrażam sobie inaczej zacząć ten dzień - wyjaśnił wzruszając ramionami. Mówił to tak, jakby to było coś bardzo normalnego. Jakbym ja nie miała się poczuć, dzięki temu wyjątkowo, ale tak właśnie było. On sprawiał, że miałam wrażenie, że jestem dla kogoś ważna, a to najlepsze uczucie jakie może być.

17 maj 2007r
Justin siedział na schodach przed teatrem w centrum Stanford,  grając jeden z cover'ow R&B. Pattie poprosiła mnie, żebym przyniosła mu kanapki. Siedział już tutaj prawie trzy godziny. Miałam nadzieję,  że niedługo skończy bo potwornie nudziło mi się samej w domu. Gdy mnie zobaczył stojąca w tłumie lekko się uśmiechnął a ja pomachałam mu siatka z kanapkami przez co uśmiech zrobił się jeszcze większy. Po skończonej piosence, kilka osób wrzuciło mi jakieś dolary do pokrowca i odeszło zostawiając nas samych.
- Umieram z głodu,  skąd wiedziałaś? - zapytał odpakowując kanapkę.
- Czytałam ci w myślach - odparłam wzruszając ramionami. Potarłam ręce, czując, jak wiatr mocno rozwiewa mi włosy.
- Ktoś wrzucił mi dzisiaj 20 dolarów - pochwalił się a ja otworzyłam szerzej oczy. To było mnóstwo jak dla mnie 13 latki.
- To masz jakieś 100 cukierków - odparłam szczerze się do niego uśmiechając. Wiedziałam, jak uwielbia jakiekolwiek cukierki więc miałam nadzieję, że mogę to go trochę zmotywuje.
- A mógłbym z jeść jedynie jednego - wytłumaczył, wgryzając się w kanapkę. Poczułam ukucie w sercu, gdy nawiązał do faktu, że ciężko u nich z pieniędzmi. Nie chciał się do tego często przyznawać, ale ja nie byłam ślepa. Chociaż czasem wydawało mi się, że to nie był dla nich taki problem. Przecież pieniądze to nie wszystko i właśnie to dzięki niemu zrozumiałam. Najważniejsze było to, że ma kochająca rodzinę, na której zawsze może polegać i która zawsze go wesprze.
- Masz ochotę na gorącą czekoladę? - zapytałam po chwili, czując już, że palce zaczynają mi porządnie marznąć.
- Chyba powinniśmy wracać - odparł przez co od razu mogłam wyczuć, że kłamie. Godzinę policyjną mieliśmy o 19, więc gdy tylko mogliśmy to spędzaliśmy czas poza domem w naszym towarzystwie i to zwykle on był tym, który nie chciał wracać.
- Ja stawiam - dodałam i kiwnęłam głową, żeby już wstał i poszedł za mną. Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech, pokiwał głową, wziął gitarę i ruszył za mną. To miało być kolejne wspólnie spędzone popołudnie.

19 czerwca 2007r
 Siedzieliśmy na hamaku i od jakiś dwóch godzin graliśmy w karty. Powoli zaczynało nam się to nudzić więc skończyliśmy, siedząc teraz i popijając lemoniadę zrobioną przez Pattie.
- Myślałaś kiedyś ile chciałabyś mieć dzieci? - zapytał nagle, kompletnie zbijając mnie z tropu treścią pytania.
- Chyba nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Spojrzałam na niego ale on patrzył w dal i wydawał się być bardzo zamyślony.
- Ja chciałbym mieć trójkę - stwierdził, zaskakując mnie tym. Przez to, ja też zaczęłam się nad tym zastanawiać.
- Ja chciałabym mieć najpierw syna a potem córkę, wiedziałabym, że zawsze będzie jej bronił - powiedziałam po niedługim namyśle. Justin szybko na mnie spojrzał jakbym powiedziała coś strasznego.
- Nie wierzę - odparł a ja zmarszczyłam brwi kompletnie nie wiedząc o co mu chodzi.
- Ale, że co? - zapytałam chcąc jak najszybciej poznać odpowiedź. On jednak wciąż przeszywał mnie tym swoim wzrokiem, przez co zaczynałam czuć się speszona.
- Myślałem dokładnie o tym samym i gdy chciałem już to powiedzieć, ty to zrobiłaś - wyjaśnił a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech a ciepło ogarnęło całe moje ciało. Jednak się tak bardzo nie różniliśmy. Intensywnie wpatrywaliśmy się w swoje oczy, nawet nie mrugając. Czułam, że działo się teraz coś wyjątkowego.
- Może czytam ci w myślach? - zapytałam po chwili gdy odwróciłam wzrok, bojąc się, że moje policzki zaraz będą czerwone jak buraki.
- Ja chciałbym czytać w twoich - powiedział szczerze a ja się zaśmiałam.
- Wtedy wszystko byś popsuł - wyjaśniłam mu a on wykręcił oczami. Resztę popołudnia przegraliśmy w kolejną partię kart, nie wracając do poprzedniej rozmowy. Wiedziałam, że to co się przed chwilą wydarzyło będzie czymś co zapamiętam do końca życia.

25 czerwiec 2007r
Powoli otworzyłam oczy. Nie miałam pojęcia, która może być godzina, ale wciąż było ciemno. Serce biło mi nieco szybciej bo jeszcze przed chwilą, miałam wrażenie, że coś stuka w moje okno. Jednak jedyne co teraz słyszałam to cisza, dlatego też zamknęłam oczy mając nadzieje, że szybko usnę. Nagle znów usłyszałam jakiś dźwięk. Zaklęłam w duchu, wstałam z łóżka i z bijącym sercem oraz gulą w gardle podeszłam do okna. Delikatnie podniosłam roletę i rozejrzałam się po podwórku, następnie patrząc w okno Justina, który stał i szeroko się do mnie uśmiechał. Otworzył je po czym ja zrobiłam to samo.
- Co ty wyprawiasz, wystraszyłeś mnie - szepnęłam ale tak by mógł mnie usłyszeć. Bałam się, że jak będziemy mówić głośniej to, wszyscy nas usłyszą.
- Chodźmy na spacer - zaproponował a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, on był czasem niemożliwy.
- Chyba oszalałeś! - krzyknęłam ale wciąż szeptem na co on wykręcił oczami.
- No chodź, za jakieś 10 minut będzie pierwszy dzień wakacji - zachęcił mnie i nie wiem jakim cudem nagle wydawało mi się, że ten pomysł jest super.
- Za pięć minut na dole - odparłam i nim zdążył coś powiedzieć zamknęłam okno. Szybko założyłam na siebie bluzę i jak najciszej zeszłam na dół, modląc się, żeby nie obudzić taty. Gdy byłam już na zewnątrz Justin już na mnie czekał.
- Nie wierzyłem, że się zgodziłaś - przyznał się a ja mu pokazałam język.
- Jednak potrafię cię zaskoczyć - powiedziałam a on pokiwał głową. Zaczęliśmy iść w stronę parku, który był jakieś 10 minut drogi od naszych domów.
- Gwiazdy są piękne - odparł po chwili ciszy. Spojrzałam na niebo, było ich tysiące i były na prawdę cudowne.
- Lubię noc - stwierdziłam a Justin się uśmiechnął.
- A ja lubię spacery nocą - odpowiedział. Nie chciałam nawet myśleć co byłoby gdyby tata dowiedział się, że mnie nie ma teraz w domu.
- Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? - zapytał, gdy byliśmy już w parku i szliśmy na plac skateparku.
- Którą dokładnie? - dopytałam, nie mając pojęcia o co mu chodzi. Dziennie rozmawialiśmy po dziesięć tysięcy razy a on się mnie pyta czy pamiętam.
- Tą o dzieciach - wyjaśnił a ja szybko pokiwałam głową. Przed kilka następnych nocy po tej rozmowie, przed snem nie mogłam przestać o niej myśleć.
- Pamiętam - szepnęłam, nie chcąc wystraszyć wszystkich koników, które nas teraz otaczały. Wydawały z siebie uroczy dźwięk, który mnie uspokajał.
- Myślałaś o ślubie? - zapytał a ja musiałam się chwilę nad tym zastanowić. Nigdy wcześniej nie, ale gdy zapytał zaczęłam.
- Chciałabym wziąć ślub w wieku 24 lat, tak myślę - odparłam, od razu gdy ta wizja pojawiła się w mojej głowie.
- Ja w 25 i 14 lutego  - szepnął a ja pokiwałam głową - I chciałbym mieszkać nad morzem - kontynuował a ja się uśmiechnęłam.
- Ja też, zdecydowanie - potwierdziłam. Mimo, że tak bardzo się różnimy czasem wydaje mi się, że nie zauważamy jak bardzo jesteśmy do siebie też podobni.
- Obiecasz mi coś? - zadał kolejne tej nocy pytanie. Spojrzałam na niego i on zrobił to samo.
- Słucham - odparłam po chwili ciszy, w której wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem.
- Jeśli do trzydziestki nikogo sobie nie znajdziemy, to, że się ożenimy? - zapytał a ja udałam, że się zastanawiam. Starałam się wyglądać na zrelaksowaną i spokojną, ale wewnątrz mnie wszystko wirowało.
- A co jeśli pobierzemy się wcześniej? - odpowiedziałam i widziałam, że zbiłam go tym pytaniem z tropu. Nagle zaczęłam żałować, że w ogóle je zadałam.
- Lepiej dla nas, szybciej będziemy mieć dzieci - wyjaśnił. Nie wiedziałam już co mogę powiedzieć, więc patrzyłam się w gwiazdy analizując zdanie po zdaniu. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale w końcu zrobiłam się śpiąca.
- Wracamy? - zapytałam a Justin pokiwał jedynie głową. Zaczęliśmy iść w stronę domu a gdy już tam byliśmy, czułam, że nie chcę żeby już szedł. - Śpimy na trampolinie? - spytałam, po kilku minutach ciszy. Oczy Justina się zaświeciły, jakbym powiedziała najlepszą rzecz na świecie.
- Idę po koc i poduszkę - powiedział po sekundzie i nie czekając aż odpowiem pobiegł do domu. Idąc w stronę trampoliny nie przestawałam się uśmiechać. Miałam wrażenie, że zaczynamy być już coraz bardziej dojrzali. Zaczęłam zauważać jak wiele rzeczy się zmienia, chociażby między nami. Ale nie martwiło mnie to w ogóle, bo wszystko zmieniało się w pozytywnym sensie. Dzisiaj mieliśmy spędzić ze sobą pierwszą wspólną noc na świeżym powietrzu i nic nie mogło tego popsuć.

21 lipiec 2007r
Dzisiaj był chyba jeden z najgorętszych dni w roku więc z Justinem przesiedzieliśmy cały dzień w basenie, tak, że nie dość, że wszystko nam już odmiękło i wyglądaliśmy jak 90-letni ludzie to Pattie zagrodziła nam, że jeśli nie wyjdziemy, to już w to lato nie będziemy się kąpać. Tak więc było już po 17 a my siedzieliśmy w Skate Parku, chłopaki jeździli na dyskorolkach a ja czytałam książkę. Gdy się zmęczyli przyszli do mnie, pili wodę i zaczęli rozmawiać na jakieś męskie tematy, dlatego też nawet nie chciało mi się ich słuchać.
- Czemu z nami nie jeździsz Alice? - zapytał Tom, gdy widocznie skończyły im się tematy do rozmowy.
- Nie umiem - odparłam i wzruszyłam ramionami.
- Czy nie chcesz się przy nas rozbierać - powiedział a ja czułam jak rumieniec wkrada się na moją twarz. Nie dość, że wszyscy na mnie patrzyli i czekali aż coś powiem, to jeszcze na taki temat, który przy nich wszystkich stawał się niezręczny. Nawet nie pomyślałam, że mogą o tym myśleć. To, że dzisiaj jeździli bez koszulek bo było prawie 30 stopni nie musi oznaczać, że ja tego nie robię bo się wstydzę rozebrać. Chyba nigdy nie zrozumiem facetów.
- I tak niczego nie tracicie - stwierdził Justin, zanim zdążyłam coś powiedzieć a oni ryknęli śmiechem. Czułam jak teraz jestem czerwona jak burak, ręce zaczęły mi się trząść nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam i to jeszcze od Justina. Nie miałam ochoty widzieć żadnego z nich już nigdy, szybko zamknęłam książkę i bez słowa wstałam i skierowałam się w stronę domu. Nie licząc nawet, że ktoś za mną pójdzie. W trakcie drogi, otarłam kilka łez które spłynęły mi po policzku. To cholernie zabolało i bolało jeszcze bardziej, że on to powiedział. Nienawidziłam go. Nie chciałam żeby tata widział mnie w takim stanie, od razu domyśliłby się, że coś jest nie tak, dlatego poszłam od razu na hamak, z tyłu domu. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać, musiałam przestać o tym myśleć, bo za każdym razem gdy sobie to przypominałam bolało jeszcze bardziej.
   Godzinę później usłyszałam czyjeś kroki. Nie musiałam nawet patrzeć, żeby wiedzieć kto to jest.
- Nie mam ochoty nawet na ciebie spojrzeć - wyjaśniłam od razu, skupiając wszystkie swoje myśli na książce, mając nadzieje, że sobie odejdzie.
- Chyba nic nie rozumiesz - odpowiedział nie przestając zbliżać się w moją stronę. Czułam się tak jakbym miała zaraz eksplodować.
- Masz racje, jestem zbyt głupia, żeby przebywać w twoim towarzystwie - odparłam z sarkazmem w głosie. Miałam ochotę z całej siły zacząć zgrzytać zębami, tak żeby pozbyć się złości.
- Alice - szepnął, siadając w moich nogach na hamaku. Od razu gdy poczułam jego ciało szybko je podniosłam - Spójrz na mnie - wciąż szeptał a mnie zaczynała już do cholery boleć głowa od myślenia. To było za dużo jak na jeden dzień. Kiedy chciałam już wstać, żeby odejść złapał mnie za rękę i pociągnął, tak, że znowu siedziałam obok niego tym razem dotykając go - Nie pomyślałaś, że powiedziałem tak, tylko po to, żeby oni niczego sobie nie wyobrażali? - zapytał a ja czułam jakby swoim spojrzeniem miał wywiercić mi dziurę w policzku. Nie odzywałam się, kompletnie niczego nie rozumiejąc - Nie ważne co byś powiedziała, namawialiby cię, żebyś zaczęła jeździć co prowadziłoby do tego, że chcieliby, żebyś się rozebrała. Poza tym od razu jak cię o to zapytał widziałem ich wszystkich myśli krążące wokół tego co masz pod koszulką - wyjaśnił mi a ja sapnęłam. Teraz zrozumiałam go dobrze lub nawet za dobrze, przez co przeszły mnie ciarki. Mieliśmy tylko po 13 lat a oni myśleli już o takich rzeczach? Przeraziło mnie to.
- I zrobiłeś to po to, żeby mnie uratować? - prychnęłam. To co przed chwilą powiedział, w ogóle niczego nie usprawiedliwiało. To właśnie jego słowa zabolały mnie w tym wszystkim najbardziej.
- Nawet przez sekundę nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że mogli by cię zobaczyć w samej bieliźnie - wytłumaczył się i musiał spuścić wzrok bo nie czułam już ciepła na policzku. Podniosłam głowę i teraz to ja na niego spojrzałam. Miał na sobie fioletową koszulkę i stare porwane krótkie dżinsy. Włosy miał lekko przed ucho, chociaż wciąż namawiałam go, żeby poszedł się obciąć, on nie chciał.
- Czyżby Justin Bieber był o mnie zazdrosny? - zapytałam z nutką rozbawienia.
- O ciebie zawsze - powiedział i spojrzał na mnie, a wtedy poczułam coś, czego nigdy słowa nie będą w stanie opisać.

22 sierpnia 2007r
   Siedzieliśmy z Justinem na naszym drzewie, był już późny wieczór i mieliśmy tylko 20 minut do powrotu do domu. Dzisiaj był kolejny z najgorętszych dni w te wakacje a my spędziliśmy go w cieniu drzewa, od czasu do czasu popijając lemoniadę zrobiona przez tatę i z przerwą na obiad, na który zostaliśmy wyciągnięci prawie siła. Bawiliśmy się najpierw w policjantów a potem graliśmy w statki. Tak zleciał nam prawie cały dzień. Teraz jedliśmy ciastka które upiekła Diana.
- Chciałabym już wrócić do szkoły - powiedziałam a Justin spojrzał na mnie takim wzrokiem, że od razu wiedziałam, że się ze mną nie zgadza.
- A ja chciałbym czegoś spróbować - odparł i wlepił we mnie swoje brązowe oczy. Lubiłam na nie patrzeć, miałam wrażenie jakby zawsze mnie uspakajały.
- Czego? - zapytałam przegryzając ciasteczko i patrząc jak zachodzi słońce.  Nie chciałam, żeby ten dzień się kończył,  nie chciałam kłaść się spać, chyba pierwszy raz w życiu miałam uczucie, że nie zgadzam się z zasadą taty, w której musze wracać o 20 do domu.
- Pamiętasz, że zawsze się zastanawialiśmy co to znaczy, jak dorośli dotykają się tak ustami? - tajemniczo powiedział i skończył jeść swoje ostatnie ciasteczko, oddając mi wafelki. On wyjadał krem, który dla mnie był za słodki a ja jadłam resztę. Gdy usłyszałam jego pytanie, zaciekawiona spojrzałam na niego. - Chciałbym spróbować jak to jest - szczerze wyznał i wyczekująco na mnie spojrzał. Zaczęłam intensywnie się nad tym zastanawiać.
Czułam jednak, że ja też tego chce.
- Myślę, że możemy spróbować - zupełnie na luzie odpowiedziałam nie wiedząc czego mam się dokładnie spodziewać. Zauważyłam uśmiech na jego twarzy sekundę później pojawił się też na mojej. Justin powoli zbliżył się do mnie a ja zaczęłam chichotać. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko siebie twarzami.  No może gdy mówiliśmy sobie na ucho sekrety ale czułam,  że to było co innego. Mimo wszystko serce niekontrolowane zaczęło bić mi szybciej, kiedy on też parsknął śmiechem a zdenerwowanie zniknęło.
- Okej zróbmy to - odparł po chwili tłumiąc śmiech. Wypuścił powietrze i oblizał wargę, zdradzając tym samym, że się denerwuje. Gdy zbliżał swoje usta do moich zamknęłam oczy czekając na to co się wydarzy, po chwili czując fale ciepła, która przepłynęła przez moje ciało i była najlepszym uczuciem na świecie. 

19 grudnia 2007r
Szybko otworzyłam oczy i wyłączyłam budzik, który miałam wrażenie, że stał przy samym moim uchu. Nie wyspalam się dzisiaj w ogóle,  mimo, że tata powtarzał mi,  żebym poszła wcześniej spać.  Dzisiaj był ważny dzień,  nie dla mnie ale dla Justina. Wstałam wiec i skierowałam się do łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności, później kierując się do pokoju, w którym założyłam ciepły sweter i dżinsy. Kiedy odsunęłam rolety, wpuszczając do pokoju trochę światła zobaczyłam pruszacy śnieg. Miałam nadzieję, że nie stopnieje do świąt. Razem z Justinem mieliśmy robić wspólnego bałwana. Złapałam swój plecak i poszłam na dol. Taty już nie było,  musiał mieć poranna zmianę, zostawił mi jedynie na stole pieniądze na kanapkę. Wzięłam je, zjadłam szybko ponczka, ubrałam się i wyszłam na dwor. Autobus podjeżdżal prosto pod dom Justina, mimo to zawsze wychodziłam chwilę wcześniej. Gdy przyjechał zobaczyłam jak wybiega z domu w jeszcze rozpietej kurtce.
- Nie mogłeś chociaż dzisiaj nie zaspac? - zapytałam gdy siedzieliśmy już w środku. 
- Nie spałem cała noc z nerwów i dopiero nad ranem udało mi się usnac, dlatego prawie zaspałem - przyznał się a ja wykręciłam oczami, chociaż było mi szkoda, że to był taki nerwowy dla niego dzień.
- To pewnie nie zjadłes śniadania? - zapytałam chociaż dobrze znałam odpowiedz na to pytanie.
- Wstałem 10 minut temu.. - westchnął a ja pokiwałam jedynie głową. 
- Mój biedny Justin - stwierdziłam a on lekko się do mnie uśmiechnął.
- Będziesz trzymać za mnie kciuki? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Oczywiście - odpowiedziałam i posłałam mu calusa na co on rozbawiony wykręcił oczami - Musimy iść do stołówki, kupić ci coś do jedzenia - stwierdziłam, bałam się,  że po tym jak nie zjadł śniadania i do tego jeszcze ten stres nic mu nie było.  Wydusił z siebie jedynie "mhmm", nie chciałam mu przeszkadzać wiec spojrzałam za okno i oglądałam tak dobrze mi już znany krajobraz. Po 10 minutach byliśmy na miejscu, jako pierwsi wyszliśmy z autobusu idąc od razu w stronę stołówki i gdy już tam byliśmy kupiłam Justinowi kanapkę a sobie jabłko na lunch, nie miałam już więcej pieniędzy ale to nie szkodzi nie byłam bardzo głodna. Później czekało nas cztery godziny zajęć a następnie o godzinie 12 miał zacząć się konkurs. Justin wydawał się być spokojny, ja starałam się go upewnić w fakcie,  że będzie dobrze i to zaczynało skutkować.  Wreszcie po kilku długich godzinach doczekaliśmy się występu.  Siedziałam na końcu sali razem z Pattie, która przyniosła mi kanapkę,  domyslajac się,  że swoją oddam Justinowi. On miał występować jako 5. Gdy wyszedł na scenę i zaśpiewał piosenkę "So Sick" Ne-Yo byłam zachwycona. Poszło mu tak dobrze, że pół widowni dało mu aplaus na stojąco. Byłam z niego strasznie dumna, z resztą podobnie jak Pattie. Trzydzieści minut później dowiedzieliśmy się,  że zajął drugie miejsce, dlatego też jego mama zabrała nas na lody. Wtedy widziałam w oczach Justina,  że znów jest szczęśliwy.

21 grudnia 2007r
Dzisiaj był ostatni dzień w szkole przed przerwą świąteczną. Nie mieliśmy nawet normlanych zajęć, zamiast czego mieliśmy wigilię klasową. Lubiłam tą część roku, bo wszyscy byli dla siebie tacy mili. Poza tym czuło się taką wspaniałą atmosferę, która nas otaczała. Wreszcie jednak przyszedł czas żeby wracać do domu, robić porządki i zaczynać przygotowywać ciasta i potrawy.
- Justin czekaj! - usłyszeliśmy wołanie dziewczyny, gdy byliśmy już przy wyjściu ze szkoły. Wszyscy we trójkę odwróciliśmy się jednocześnie, chcąc znaleźć osobę, która go wołała. - Chciałam ci życzyć wesołych świąt - powiedziała Emmily, jedna z tych "najpopularniejszych" dziewczyn w szkole. Wyróżniało ją to, że była brunetką o ciemnej karnacji, co tutaj w Kanadzie nie było czymś naturalnym.
- Dzięki i nawzajem - odpowiedział Justin niepewnym głosem. To był pierwszy raz, gdy w ogóle ze sobą rozmawiali. Ona nigdy nie zwracała na nas uwagi. Stałam więc z założonymi rękami i czekałam na to co miało się potem wydarzyć. Ryan też wydawał się z zaskoczony, ale on chyba bardziej w pozytywnym sensie.
- Oh, prawie bym zapomniała. Widziałam twój filmik na YouTube, jest super, znaczy ty jesteś super - szybko się poprawiła i odgarnęła włosy za ucho, jakby się denerwowała. Ja musiałam łapać swoje gałki oczne po podłodze, bo gdy usłyszałam, to co powiedziała oczy mi wystrzeliły.
- A kto by pomyślał, że jeszcze kilka dni temu nie wiedziałaś nawet o naszym istnieniu - skwitowałam z wyczuwalnym sarkazmem i nienawiścią. Zwykle starałam się być miłą osobą, ale to co właśnie teraz usłyszałam sprawiło, że nie miałam do tej dziewczyny żadnego szacunku. Justin spojrzał na mnie zaskoczony, ale nie widziałam w jego oczach złości, ale coś bardziej przypominającego dumę.

24 grudzień 2007r
Dzisiaj był wyjątkowy dzień dla nas wszystkich. Już od chwili gdy otworzyłam oczy, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Była już godzina 10 ale potrzebowałam snu, zwłaszcza, że wczoraj siedzieliśmy do północy ubierając choinkę. Byłam tak bardzo podekcytowana, że nie mogłam leżeć już ani chwili dłużej w łóżku. To miał być wyjątkowy wieczór. Pierwszy raz od 12 lat nie spędzimy z tatą sami świąt Bożego Narodzenia. Dzisiaj mieliśmy świętować u Justina, razem z Dianą, Brucem i Pattie. To miały być prawdziwe i rodzinne święta. Wcześniej byliśmy jedynie z tatą, dostając kartkę świąteczną z plackiem od babci i dziadka oraz jedząc lekko przypieczonego karpia. Dziadkowie mieli ogromną farmę, której nie mogli zostawić chociażby na jeden dzień a praca mojego taty nie pozwalała nam na wyjazd z domu na dłużej niż dwa lub trzy dni. Już chyba zaczęłam przyzwyczajać się do takich świąt aż do teraz. Kilka dni temu, gdy Pattie przyszła na chwilę pożyczyć mąki, zobaczyła jak tata piecze świąteczne placki i nie zastanawiając się ani chwili zaproponowała nam, żebyśmy spędzili ten dzień wspólnie. 10 minut biegłam do Justina mówiąc mu o tym, czego się sama przed chwilą dowiedziałam, gdy oni siedzieli w kuchni i układali plan. Dzisiaj jedyne co zostało do zrobienia, było udekorowanie ciast. Zanim poszłam do kuchni, spojrzałam w okno i zobaczyłam Justina siedzącego na łóżku. Wydawało mi się, że płakał przez co poczułam skurcz w brzuchu. Chciałam, żeby był szczęśliwy tak jak ja. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to jego kolejne święta bez Jeremiego. Chwilami widziałam, jak bardzo za nim tęsknił. Mimo to, byłam z niego tak cholernie dumna, że udaje mu się wziąć na barki to wszystko i wciąć iść na przód. Wiedziałam, że mieli problemy finansowe, któregoś razu usłyszałam jak tata pociesza Pattie, że jakoś to będzie. Potem Justin zaczął grać na ulicy i zbierać na swoje wydatki. Zazdrościłam mu, że umie już o siebie po części zadbać, gdy ja wtedy siedziałam w domu jak i tego, że potrafi być taki silny. Nie chciałam się temu przyglądać, wiedziałam, że mamy spotkać się dopiero wieczorem, dlatego odeszłam od okna, bo najchętniej teraz poszłabym do niego teraz, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Zajęłam się dekorowaniem ciast, później posprzątałam kuchnie a na końcu wykąpałam się i zaczęłam przygotowywać. Wysuszyłam włosy, przez co lekko się pofalowały, ubrałam się w ulubioną białą sukienkę i byłam gotowa. Tata czekał na mnie ubrany w granatowy garnitur, czekając aż zawiąże mu krawat. Gdy wzięliśmy wszystkie ciasta, poszliśmy do domu Justina i nie czekając aż ktoś nam otworzy weszliśmy do środka.
- Wesołych świąt! - krzyknęłam wchodząc. Słychać było dźwięki z salonu, gdzie od razu się skierowaliśmy.
- Wreszcie jesteś, już umieram z głodu - sapnął Justin wpatrując się w ciasto które trzymałam. Nic nie mówiąc poszłam do kuchni i zostawiłam je tam. Nim zdążyłam usiąść zobaczyłam górę prezentów pod choinką.
- Widziałeś to!? - zapytałam od razu biegnąc w tamtą stronę.
- No jasne, Mikołaj przyniósł rano. Kilka jest nawet dla ciebie. - powiedział i pokiwał głową zadowolony. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Znów był szczęśliwy, chociaż ja przed oczami wciąż miałam go płaczącego na łóżku. Chyba czasem nie rozumiałam, jak musi być mu ciężko.
- Zaczynamy - usłyszałam głos Pattie. Zasiedliśmy do stołu, przed tym modląc się i dzieląc opłatkiem. To właśnie tak wyobrażałam sobie idealne święta. Po 40 minutach jedzenia, myślałam, że moja sukienka pęknie w szwach, lub ja pęknę z przejedzenia. Gdy przyszło odpakowywać prezenty pobiegliśmy jako pierwsi. Justin dostał od nas wszystkich nową gitarę, ja dostałam piękny naszyjnik z serduszkiem i piżamę, tata nowy portfel i koszulę, Pattie perfumy oraz bransoletkę, Bruce pudełko fajek a Diana zestaw kosmetyków do kąpieli. Może nie były to drogie prezenty, no poza Justina ale on dostał tylko jeden, ale nie mogłyby być bardziej udane. Gdy później wszyscy usiedliśmy i zaczęliśmy śpiewać kolędy, czułam jak szczęście wypełnia mnie całą. Chciałam czuć się już tak zawsze.

10 luty 2008r
- Nie uwierzysz! - krzyczał Justin biegnąc po schodach do mojego pokoju.
- Co się stało!? - odpowiedziałam, zanim zdążył wbiec do środka, wymachując mi przed nosem telefonem.
- Pattie mi kupiła! - wyjaśnił, nie przestając skakać. Szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, wiedziałam jak bardzo o nim marzył.
- Teraz mamy obydwoje - ucieszyłam się, gdy on entuzjastycznie pokiwał głową.
- Możemy pisać SMS - mówił nie przestając się uśmiechać. Szybko wymieniliśmy się numerami i gdy chciałam już coś powiedzieć on zaczął  - Okej, idę do siebie i zaraz do ciebie napiszę - powiedział, wychodząc z pokoju nawet nie dając mi dojść do głosu. Spojrzałam na książki porozkładane przede mną i stwierdziłam, że już dzisiaj wystarczy tej nauki. Wstałam i skierowałam się na dół żeby zrobić sobie herbatę, gdy nagle usłyszałam dźwięk telefonu. *Drew**Co robisz?* odczytałam uśmiechając się do telefonu.
Ja*Herbatę a Ty? *
Drew*Właśnie widzę, że cię nie ma*
Ja*Teraz będę pod kontrolą?*
Drew*Zawsze jesteś*
Ja*Zaczynam się bać*
Drew*Spokojnie w nocy zamieniam się w Spider Men'a nie musisz się niczego obawiać*
Ja*Dlatego zawsze w nocy słyszę jakiś hałas*
Drew*Teraz znasz moją tajemnicę*
Ja*Musisz mnie zabić?*
Drew*Nawet jeśli, to tego nie zrobię*
Ja*Twoja tajemnica na zawsze pozostanie bezpieczna*
Drew*Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz*
Ja*Nigdy*
Drew*Widzę cię* przeczytałam, wchodząc do pokoju. Usiadłam wygonie na łóżku i upiłam łyk gorącej herbaty.
Ja*Szybki jesteś*
Drew*Jak zawsze*
Ja*Macham do ciebie*
Drew*Widzę*
Drew*Wow nigdy mi się to nie znudzi*
Ja*Ale, że co?*
Drew*Pisanie SMS*
Ja*Kiedyś na pewno*
Drew*Na pewno nie z Tobą* przeczytałam i poczułam jak na moją twarz wkrada się rumieniec i robi mi się gorąco. Uwielbiałam, gdy był tym słodkim i kochanym sobą.

_____________________________________________________________________
No i pierwszy za nami! Proszę o komentarze xxx

PS: Wszystkie informacje o Justinie prawdziwe